środa, 2 czerwca 2021

Pożegnanie z Hortą

Przyszedł czas pożegnać się z sympatyczną wyspą Faial i jej stolicą Hortą, by udać się na kolejną wyspę. Jak zwykle ranek powitał nas rześko i ze śpiewem ptaków o brzasku. Wyglądając przez okno znów ukazał nam się on, czyli wulkan Pico w scenerii wschodzącego słońca. Tym razem, chyba wiedząc, że już wyjeżdżamy postanowił okazac swoje (prawie) pełne oblicze. Kazał nam na to czekać aż 3 dni. Ale dzięki mu za to. A to "prawie" to może wskazówka, żeby tu przybyć jeszcze raz, a wtedy "odda" nam się w 100%.

Jako, że nasz samolot odlatywal po południu, wykorzystaliśmy przedpołudnie na powolne przechadzanie się uliczkami Horty. Najpierw odwiedziliśmy miejscowy park: Florencio Terra Jardim. Tu blogi spokój o poranku. Podziwialiśmy m. in. smocze drzewa i oczywiście hortensje. 



Obok parku znajdował się uniwersytecki wydział oceanografii i rybołówstwa, 

a nieopodal wieża zegarowa. 


Nieco dalej mijaliśmy Teatr Faialski. 


Przechadzając się uliczkami nie można było oderwać wzroku od ukwiecenia niektórych domostw i parkanów. 

Hortensje jako element zdobniczy elewacji. 



W tle bambus, który sprowadzono na wyspy i rozpowszechnił się jako bariera przed wiatrem. 

Mijaliśmy obiekty użyteczności publicznej, jak szkoła, ciekawy architektonicznie budynek stowarzyszenia dla chwały ojczyzny. 




Pięknie prezentowała się fasada kościoła N. S. do Rosario. 


Wreszcie dotarliśmy do najważniejszego budynku, nie tylko na Faial, ale i całych Azorach - budynku parlamentu autonomicznego regionu Azorów. To tu zapadają najważniejsze decyzje legislacyjne Azorów. Gwoli informacji Rząd Azorów rezyduje w Ponta Delgada na Sao Miguel. 



Na zakończenie spaceru udaliśmy się do najbardziej kultowego miejsca w Horcie: knajpki żeglarskiej Peter's Sport Cafe, gdzie oprócz wypicia wybornej kawy, mogliśmy oglądać pamiątki zostawiane tu przez żeglarzy. Nie zabrakło poloników. Być w Peter's Sport Cafe i nie skosztować Peter's ginu to grzech. Więc skosztowalismy: ekstra. 








Na piętrze powyżej znajdowało się muzeum sztuki malowania na kościach i zębów wielorybów. Malowanie to było tu popularnym zajęciem artystycznym 100 lat temu. Teraz polowanie na wieloryby jest zabronione, więc sztuka ta wymarła. Zwiedziliśmy muzeum. 





Przed wylotem zafundowaliśmy sobie lunch. Żeby odmienić menu, tym razem wybraliśmy danie miesne: costoleta. Kelnerka zapytała, czy ma być przyrządzone tradycyjnie? Odpowiedź nasza była, ależ oczywiście, trzeba popróbować miejscowych wyrobów kulinarnych. Efekt: dostaliśmy prawie surowe mięso, które trudno był pokroić, a co dopiero zgryźć. Robiliśmy jednak dobrą minę do złej gry i na pytanie kelnerki czy smakuje, wypowiadaliśmy przez zęby : si, si. 





1 komentarz:

Lizbona na leniwo i powrót

Przyszedł ostatni dzień naszej podróży. Dziś nie planowalismy jakiegoś konkretnego zwiedzania. Po prostu dziś chcieliśmy się powłóczyć po Li...