Dzień powitał nas niebem zasnutym chmurami, z co jakiś czas przebłyskującym słońcem. Było jednak ciepło. Po wczorajszych trudach podróżowania po wyspie, trzeba było naładować akumulatory. I nic lepszego w tym zakresie ponad oceaniczna kąpiel. Jako, że koło naszego hotelu znajdowały się piscinas naturais, aż żal było nie skorzystać. Trudność stanowiło wejście do wody, ze względu na ostre i śliskie kamienie. Początkowo woda wydawała się zimną. Ale po chwili można było się przyzwyczaić, a przy wyjściu z wody dopiero odczuwało się chłód. Tak czy owak oceaniczna kąpiel w naturalnym basenie była frajdą.
Po śniadaniu zwiedziliśmy muzeum wielorybnicze, zapoznając się z historią wielorybnictwa, sposobem polowania i przetwórstwem wielorybów. Stwierdziliśmy, że dobrze, że już nie stosuje się tych procedur.
Następnie wybraliśmy się na objazd wybrzeża północno-wschodniego zatrzymując się na kolejnych miradourach, z których roztaczal się zapierający dech widok na klify. Pogoda zmieniała się w zależności od wysokości: tuż przy morzu przebłyskiwało słońce, podjeżdżając wyżej wpadało się w mgłę.
Dotarliśmy do Ponta Delgada (miejscowość o takiej samej nazwie jest stolicą Sao Miguel i głównym miastem Azorów). Miasteczko niewielkie: 1 sklep i knajpka , która była zamknięta (chyba od dawna). Zwykle z Ponta Delgada najlepiej widać Corvo. Tym razem wyspa ta była zasnuta chmurami.
Podjechaliśmy jeszcze do Punta de Albarmaz, najdalej na północ wysuniętego punktu Flores, gdzie znajduje się latarnia morska. Widoki były piękne, ale wiatr przepotężny.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy tradycyjną mleczarnię (Queijaria) w dolinie Fazenda, gdzie mogliśmy popróbować pysznych miejscowych serów. Oczywiście zakupiliśmy nieco do domu. Sprzedająca dziewczyna była przeszczesliwa z naszych zakupów, obwieszczajac: obrigada i bom viajem (dziękuję i szczęśliwej podróży).
Powoli dobiegła końca nasza wizyta na Flores. Po szybkim posiłku w knajpce w Santa Cruz udaliśmy się na lotnisko, by odlaciec samolocikiem Q400 DASH8 do Ponta Delgada na Sao Miguel.
Nasze wrażenia z Flores: nazwa wyspy jak najbardziej trafiona. Faktycznie jest najbardziej zieloną i kwietną wyspą azorska z dotąd odwiedzanych i najbardziej dziką. Bogactwo roślinności wraz z jej różnorodnością i kompozycją wskazuje , że zaprojektował ją najlepszy Ogrodnik na świecie. I jeśli istniał raj, to na pewno musiał znajdować się na Flores. Gdyby tylko mgła pozwoliła nam zobaczyć więcej... Ale może tak miało być, by Wyspa nie ujawnila wszystkich tajemnic. Tak czy owak z żalem rozstaliśmy się z Flores. Lot na Sao Miguel trwał nieco ponad godzinę (przemierzyliśmy ponad 500 km). Po drodze w dole minelismy znane nam wyspy: Sao Jorge i Pico.
Sao Miguel przywitało nas słońcem.
Lotnisko w Ponta Delgada im. Jana Pawła II dużo większe od dotychczasowych. Na płycie lotniska stało kilka samolotów, w tym samoloty Ryanair. Od wejścia powiało cywilizacją, od której już odwyklismy. Trzeba się przestawić. Udaliśmy się do hotelu w centrum miasta, ruchliwego i gwarnego.







































Nie ma to jak przemierzać świat i odkrywać nieznane :)
OdpowiedzUsuń