Czasy, kiedy wybierając się w podróż samolotem wystarczyło zakupić bilet, spakować się i zabrać do bagażu dobry humor, chyba na razie (oby niebezezpowrotnie) minęły. I choć przyzwyczailiśmy się już do środków ostrożności na lotniskach w związku z terroryzmem, to teraz pojawił się nowy wróg, i jak się okazuje, dużo groźniejszy i dający się bardziej we znaki. COVID-19. Ale od początku. Żeby w ogóle gdzieś polecieć, sam bilet nie wystarczy. Nikogo, jak na razie nie interesuje, czy jest się zaszczepionym przeciw COVID, lub czy przechorowalo się infekcję. Tzw. paszporty covidowe jeszcze nie obowiązują. Nie wejdzie się do jakiegokolwiek samolotu bez najświeższego, bo wykonanego nie wcześniej niż 72h przed wylotem badania z wymazu z nosa przeciw COVID-19, i to tylko metodą RT PCR, co generuje dodatkowe koszty 350-450 zł. Oczywistością jest, że test musi być negatywny. Wynik badania musi być wydany przez autoryzowane laboratorium w języku angielskim. Wykonanie badania w przeddzień wylotu wiąże się ze stresem, czy otrzyma się w porę wynik. Zwykle czas oczekiwania na wynik wynosi 24h. Wynik publikowany jest on-line, po podaniu PESEL jako log-in i hasła cyfrowego z kodu kreskowego. Potem wystetczy potwierdzić, że nie jest się robotem... i gotowe. Nam się udało podwójnie - wynik pojawil się rano w dniu wylotu i był negatywny. Żeby polecieć na Azory, mając już negatywny wynik testu, należy wypełnić kwestionariusz on-line, na stronie "My safe Acores", w którym podaje się linię lotniczą z której korzysta się w podróży na Azory (w naszym przypadku SATA) , podać wszelkie możliwe dane na przysłowiowym numerze buta skończywszy. Oczywiście należy załączyć oryginał testu na COVID-19. Ale to nie wszystko. W naszym przypadku, ponieważ zamierzamy przemieszczać się z wyspy na wyspę, należało podać wszystkie adresy pobytu. I tu pojawił się problem. Nie wystarczyło podać nazwy hotelu i jego adres, ale jeszcze... w jakiej parafii leży. A skąd mam to wiedzieć? Niestety nie wypełniwszy pola: "parafia" kwestionariusz dalej nie puści. Na szczęście w polu: "parafia" były podpowiedzi. Teraz należało skorzystać z Google Map i poszukać jakie w okolicy są kościoły i metoda dedukcji dojść do właściwej opcji. Np. jeśli w okolicy jest kościół pw. Sao Pedro, a w wykazie była parafia Sao Pedro, to to jest to. Po żmudnych dociekaniach udało się i wypełnianie formularza zakończyło się sukcesem. W nagrodę na koniec: Rząd Azorski obwieszcza, że cieszy z naszego przyjazdu i życzy przyjemnego pobytu na Wyspach, i jako że wykonaliśmy test na COVID-19 jeszcze w Polsce, dorzuca w formie bonusa voucher o wartości 35 Euro na osobę, do wykorzystania na Wyspach. Wygenerowany kod QR jest przepustką do wjazdu na Azory. Będąc wytestowanym, mając wygenerowaną "przepustkę" covidowa na Azory udaliśmy się na podkrakowskie lotnisko w Balicach. Tu pustki, jakich jeszcze nie doświadczaliśmy. Do odprawy na jedyny w tym czasie lot ok. 20 osób. Wszędzie ostrzeżenia o dystansie społecznym, dezynfekcja i bezdotykowy, automatyczny pomiar temperatury przy wejściu.
Przy check-in sprawdzenie wyniku testu i pytanie, czy znamy portugalskie regulacje co do przylotu. Oczekując na lot (nieco się opóźnił z powodu burzy) po przejściu security control można cokolwiek zakupić do jedzenia siadając przy stoliku, swobodnie wchodzić do sklepików. Podkreślam to, bo po przylocie do Frankfurtu, gdzie mieliśmy czekać na przesiadkę do Lizbony, był zgoła inny krajobraz. Jak na tak wielkie lotnisko, to nieduży ruch. Sklepiki, bary pozamykane. Jedynie, gdzie można posilic się na stojąco lub na siedząco w ograniczonej ilości miejsc w pobliżu (co drugie siedzisko zataśmowane) , to rozstawione co jakiś czas stoiska z kanapkami i hot dogami na wynos.
Nieustannie z magafonow ogłaszają o zasadach obowiązujących podczas pandemii. Każde ogłoszenie poprzedzone jest zlowieszczym: achtung, achtung! Ma się odczucie: korona czyha na każdym kroku! Wreszcie przychodzi odprawa na samolot do Lizbony. Przede wszystkim kolejne sprawdzanie wyniku na COVID. Malorozgarnieta pani, nie bacząc, że wynik jest negatywny, przyczepiła się do standardowego wpisu przy wyniku, że wynik trzeba skonsultować z lekarzem. Po kilku telefonach do "góry" i 10 min. oczekiwaniu, przyjęła do wiadomości, że wynik jest negatywny i koniec. To pozwoliło nam wejść na pokład samolotu TAP Portugal lecącego do Lisbony.
Na pokładzie trzeba było wypełnić z kolei jeszcze formularz portugalski (bo Azory to inna sprawa).







Tak czytałam, czytałam i dopiero w ostatnim akapicie przeczytałam o tych maseczkach ;) A wszyscy się stosują do obostrzeń?
OdpowiedzUsuń