sobota, 5 czerwca 2021

Do wnętrza Terceiry

Dzisiejszy tytuł posta ma dwojakie znaczenie, a może nawet potrójne. Po pierwsze dziś eksplorowaliśmy centralną część Wyspy, choć również objechaliśmy około połowę wybrzeża. Po drugie w czasie naszego zwiedzania mieliśmy okazję wejść wgłąb ziemi, a konkretnie do wnętrza wulkanu. Wreszcie trzeci aspekt to wewnętrzne przeżycia związane z duchowością na Wyspie. Ale po kolei. Najpierw raport covidowy. Wbrew temu, co usłyszałem wczoraj podczas rozmowy z infolinią Zdrowia, nie dostaliśmy żadnej informacji o testowaniu. Na własną rękę udaliśmy się do laboratorium z wykazu. Tym razem było otwarte i wykonują tam test na COVID-19, ale nie takim jak my. Zalecono nam udanie się do znanego nam już punktu pobrań. Pojechaliśmy tam. Przezornie nie stanąłem (w nieco dłuższej niż wczoraj) kolejce samochodów do wymazu. Poszedłem zapytać czy jesteśmy na liście. Nie było nas! Podjąłem kolejne próby dodzwonienia się do infolinii Zdrowia (Linha do Saude) - bezskutecznie. Wyruszyliśmy na zwiedzanie wyspy. W pewnym momencie zadzwonił telefon, z wyświetlacza wynikało, że jest to połączenie z Horty. Jako, że w danym momencie zasięg był słaby, połączenie zostało przerwane. Gdy znów pojawił się zasięg podjąłem się próby oddzwonienia. Po kilku próbach udało się. Po przedstawieniu się, dowidziałem się, że nasza sprawa wzbudza najwyzsze zainteresowanie: dlaczego do tej pory nie zgłosiliśmy się do testowania. Po kolejnym wyjaśnieniu, że jesteśmy na Terceirze, a nie na Faial, pani po drugiej stronie pojęła i powiedziała, że sprawę przekaże na Terceire. Uprzedziłem, że jutro popołudniu opuszczamy Terceire i przemieszczamy się na Flores. W odpowiedzi usłyszałem, że najpóźniej rano musimy wykonać test. Ok, tylko gdzie? Prześlemy informacje sms -  usłyszałem. Jak dotąd, żadnych informacji. Czyli serialu pt. Test na COVID-19 ciąg dalszy nastąpi. A teraz do rzeczy. Udając się do centralnej części wyspy wspielismy się o ok. 500 m. od poziomu morza, po drodze podziwiając  widoki z kolejnych miradourow (punktów widokowych), obserwując różnorodną i zmieniająca się wraz z wysokością szatę roślinną. Okazuje się, że Terceira jest równie bogata w hortensje, jak Faial. Faktycznie jednak, zgodnie opisem wyspy, oprócz białego koloru kwiatów jest dużo odcieni niebieskiego. 












Miradouro Veredas

Najwazniejszym punktem dzisiejszego zwiedzania miał być Algar do Carvao, czyli wnętrze wulkanu. Okazało się, że te atrakcję można zwiedzać tylko przez 4 godziny ciągu dnia i to w godzinach popołudniowych. Okazało się, że wynika to z potrzeby ograniczenia ruchu turystycznego w wulkanie w trosce o środowisko. Podobnie rzecz miała się z tunelem lawowym Gruta do Natal. Ten akurat punkt pominęliśmy, bo podobny tunel lawowy zwiedzaliśmy na Pico. Tak, czy owak trzeba było przeorganizować plan zwiedzania. Odwiedziliśmy Furnas do Enxofre - obszar dymiących fumaroli wulkanicznych o zapachu siarkowodoru. Tu podziwialismy specyficzną roślinność: m. in siarkolubne porosty. Co ciekawie, było tam dużo naparstnic.



Na moment wpadliśmy na Lagoa do Negro,

 po czym udaliśmy się na północne wybrzeże do Biscoitos. Nazwa miejscowości w tłumaczeniu na polski to biszkopty. A to skąd? A stąd, że kruche kawałki ławy, których tu pełno podobne są do biszkoptów. Miejscowość slynie z uprawy winorośli (wśród bazaltowych murków, podobnie jak na Pico) oraz tzw. piscinas naturais, czyli naturalnych basenów oceanicznych wśród skal powulkanicznych, w których, wśród kipieli morskiej wody można zażywać kąpieli. Nie trzeba dodawać, że trzeba mieć odwagę kąpać się w takich basenach (z jednej strony głębia, z drugiej fale, wobec których jest się bezradnym i można być rzuconym na ostre lawowe skały). A ratownika nie ma! Z kolei na lądzie, wspomniane skały lawowe oslaniaja od wiatru i nagrzane oddają przyjemne ciepło dla leżakujących tam.



 W Biscoitos mieliśmy mile spotkanie przy kawie i miejscowych ciastkach z Polka zamieszkującą od kilku lat tę Wyspę, z którą skontaktowałem się po lekturze prowadzonego przez nią bloga: Polka na Azorach. Blog ten był po części cennym materiałem w przygotowaniach naszego wyjazdu na Azory.


Z polecenia pani Mileny zaopatrzyliśmy się w nadmorskim kramiku pani Andrei w tradycyjne wyroby kulinarne. 


Na północnym wybrzeżu odwiedziliśmy jeszcze dwa miradoura (punkty widokowe) rozkoszukac się niesamowitym pejzażem klifów,

Miradouro Quatro Ribeiras

Miradouro Alagoa

Urzekl nas jeszcze punkt widokowy Matias Simao w Altares, umiejscowiony na wulkanicznym wzniesieniu z krzyżem na szczycie, z którego roztaczał się widok tak na szachownicę pół jak i ocean. 





Udaliśmy się ponownie do Algar do Carvao. Po drodze kilkakrotnie mijane przez nas samochody migały nam światłami. Policja z radarem? (myślenie Polaka). Tymczasem to ostrzeżenie przed przechodzącymi przez drogę krowami. Później jak się okazało sytuacje takie się powtarzały. Co ciekawe, krowy szły samopas. 



Wejście do wnętrza wulkanu odbywało się stromymi schodami stopniowo pozostawiając za sobą światło otworu wulkanicznego. Dalej doświetlenie było elektryczne. Nieustannie woda kapała nam na głowy. Obserwowaliśmy ciekawe formy skalne i ich koloryt. Na dnie wnętrza wulkanu znajdowało się jeziorko o głębokości 15 m. 






Odwiedziliśmy jeszcze Lagoa das Patas.




Następnie postanowiliśmy wyjechać na najwyższy szczyt Terceiry Sierra Santa Barbara. Ale gdy zapaliło się w samochodzie światełko niskiego poziomu paliwa, zrobiło się nerwowo. Zawróciliśmy z podjazdu (nawracanie na waskiej i kretej drodze nie było łatwe), zjechaliśmy na dół. Pytamy o najbliższą stację benzynową - jest za 7 km, ale zamykają o 18-tej. Jest przed 18. Podwójny cud: dojechaliśmy na oparach i zdążyliśmy. Natankowalismy gasoline. No to jak cud, to trzeba było podziękować Matce Boskiej Cuda Czyniącej, której Sanktuarium znajduje się w niewielkiej miejscowości Serreta. Jest to odpowiednik naszej Częstochowy, gdzie co roku we wrześniu odbywają się tu pielgrzymki z całej Wyspy. Zdążyliśmy na mszę. Z ciekawostek: ksiądz podczas mszy kilkakrotnie odkazal sobie ręce, przed komunią odkazano ręce wszystkim przystępującym. 



Uduchowieni, choć już zmęczeni zaliczyliśmy jeszcze dwa miradoura, w tym jedno na najbardziej na zachód wysuniętym miejscu Terceiry. 






Miradouro do Queimado

Miradouro do Raminho

Następnie próbowaliśmy zjeść obiadokolacje. Ilość restauracji na wyspie jest ograniczona, a te do których trafiliśmy były pełne i wymagały wcześniejszej rezerwacji. Był przecież piatkowy wieczór. Przemierzywszy więc w poprzek Wyspę i zmęczeni uraczylismy się posiłkiem w naszej hotelowej restauracji. Morszczuk był pyszny. 







1 komentarz:

  1. Piękne widoki z ziemi i z podziemi :) Ale ja jednak preferuje te naziemne ;)

    OdpowiedzUsuń

Lizbona na leniwo i powrót

Przyszedł ostatni dzień naszej podróży. Dziś nie planowalismy jakiegoś konkretnego zwiedzania. Po prostu dziś chcieliśmy się powłóczyć po Li...