Wczesnym rankiem z żalem opuścilismy rajskie Azory wylatując z Aeroporto Joao Paulo II w Ponta Delgada. Co ciekawe, jutro wylądujemy też na lotnisku Jana Pawła II, ale w Krakowie. Czyli papież Polak łączy!
Po 2 godzinnym locie przybyliśmy do Lizbony. W drodze do centrum sympatyczny taksówkarz opowiadał nam o mieście, o dzisiejszym święcie św. Antoniego (Patron Lizbony) , które z racji pandemii odbędzie się bez tradycyjnych parad, o tym że mało turystów i co widać na prawo, a co na lewo. Po zainstalowaniu się w hotelu Lisboa Pessoa (budynek związany ze słynnym portugalskim pisarzem)
ruszyliśmy na walking po dzielnicach Chiado i Bario Alto. Jako, że upał doskwierał, było to bardzo leniwe spacerowanie. Najpierw odwiedziliśmy kościół św. Męczenników kow (tu msza), którego wystrój i oprawa muzyczna (śpiew tenora podczas mszy) przypadła nam do gustu.
Przeszliśmy przez Plac Camoesa
i w jednej z restauracyjek na wolnym powietrzu w Bario Alto spożyliśmy tradycyjnego bacalhau (dorsz). Powróciliśmy do dzielnicy Chiado, by w historycznej i kultowej kawiarni A Brasileira wypić kawę i zjeść pyszne tutejsze ciastka: pasteis de nata. To w tej kawiarni spotykali się ponad sto lat temu intelektualiści i literaci z z Fernando Pessoa na czele. Czuć tu ducha czasu.
Ponownie powędrowaliśmy do Górnego Miasta odwiedzając kościół św. Rocha, którego przepych wnętrza, a szczegolne jego bocznych kaplic zniewala.






































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz