Niestety, nastąpiło to, czego należało się spodziewać: ostatni dzień na Sao Miguel, i na Azorach w ogóle. W kwestii drugiego sezonu serialu pt. "Testowanie na COVID-19" - nie będzie kontynuacji. Na pytanie w recepcji hotelowej, gdzie można się wymazać, bo już 6 dni od poprzedniego wymazu, pani wyjaśniła, że wie z praktyki, że goście mają czekać na informację telefoniczną , gdzie iść się wymazać. No to czekaliśmy i nie doczekaliśmy się. Nikt nie dzwonił, żadnego SMS nie było. Dzień zaczęliśmy, podobnie jak wczoraj relaksowo: kąpiel w wodach termalnych i spacer po ogrodach.
I wyruszyliśmy na nasz ostatni odcinek do Ponta Delgada. By wyjechać z Furnas, trzeba było się nieco natrudzić, bo system dróg jednokierunkowych i kiepskie oznakowanie utrudniało zadanie. Tak jakby Furnas nie chciało nas wypuścić. Najpierw wspielismy się na Miradouro Lombo dos Milhos, by jeszcze ras rzucić okiem z góry na Furnas.
Następnie zjechaliśmy nad brzegi Lagoa dos Furnas, nad którym jest Capela NS das Victorias (kaplica MB Zwycięskiej).
Jadąc dalej, wspielismy się na Miradouro Castel Branco, gdzie na wzgórzu z biała wieża obronną roztaczał się widok od oceanu do oceanu, na Lagoa dos Furnas oraz w kierunku Vila Franca do Campo, do której następnie udaliśmy się.
Vila Franca do Campo była pierwszą stolicą Azorów. To tak jak u nas Kraków. W centrum miasta znajduje się kościół św. Michała Archanioła z XVI w. z najstarszym na Azorach dzwonem, podarowanym przez króla portugalskiego Joao III ,
ratusz
oraz Konwent Św. Andrzeja.
Nad miastem góruje Ermida NS da Paz (MB Pokoju). Do kaplicy prowadzą schody, na których, na 10 poziomach przedstawiono w formie azulejos tajemnice różańca. W kaplicy znajduje się figurka MB Pokoju. Cały kompleks wybudowano w 1967 r. Ale w tym miejscu istniały wcześniej kapliczki, po tym jak w 1918 r. w tym miejscu Matka Boska ukazała się dzieciom. Tu tez roztacza się przepiękny widok na miasto i Ilheu da Vila, która jest zalanym przez wody oceanu starym kraterem wulkanu. Wyspa ma prawie okrągły kształt z wewnętrzną zatoką. Co roku w lecie odbywają się tam zawody w skokach do wody z wysokości 20-30 m.
Następnie udaliśmy się na Praia Vinha d'Areia, gdzie zjedliśmy lunch w knajpce przy plaży, jednocześnie obserwując kapiacych się. Pogoda do plażowania wyśmienita, z upałem jak na Azory, bo 28C.
Na deser skosztowalismy tutejszego przysmaku Queijada da Vila Franca. Jest to słodkie ciasteczko z serem.
Kolejnym odwiedzanym miasteczkiem była Aqua de Pau, w której znajduje się Ermida de NS de Monte Santo (kapliczka MB Góry Świętej), do której prowadzi stroma droga z droga krzyżową w formie azulejos.
Obok kapliczki znajduje się Miradouro de Monte Santo, z którego roztaczał się piękny widok na okolicę.
Ostatnim punktem dnia była plantacja ananasów Aruda w Faja Baixo, na przedmieściach Ponta Delgada. Ananasy rosną tu w szklarniach.
Zdegustowalismy likier i sok anansowy,
po czym udaliśmy się do znajomego hotelu (nocowaliśmy w nim po przylocie na Sao Miguel) i po przejechaniu ponad 400 km po wyspie, rozstaliśmy się z naszym "Czerwonym Kapturkiem". Dzień i cały pobyt na Azorach zakończyliśmy w pobliskiej knajpce smakując po raz kolejny przepysznego tuńczyka. Potem szybkie spanie, bo wcześnie rano Ryanair przeniesie nas do Lizbony.
W nawiązaniu do tytułu bloga, spędzając 2 tygodnie na Azorach, poszukiwaliśmy zaginionej Atlantydy i z pewnością ją odnaleźliśmy. Odnaleźliśmy bowiem krainę wulkanów i zjawisk powulkanicznych, kontrastujących z błękitem oceanu, z zapierającymi dech widokami, z przebogata, bujną roślinnością, wśród której wiele gatunków jest reliktowych, tak że odnosi się wrażenie, że przebywa się w parku jurajskim. W krainie tej urzeka ukwiecenie, na czele z dywanami różnokolorowych hortensji, z dominujacym kolorem białym i różnymi odcieniami błękitu. Wreszcie, kraina ta to miejsce zamieszkania przesympatycznych Azorczyków, którzy stworzyli tu swoją odrębną kulturę, jednak w łączności z Portugalią kontynentalną. To tu można zjeść, przyrządzone przez miejscowych, najlepsze i najświeższe ryby i owoce morza na świecie! Brak tu znanego nam pędu i pośpiechu pozwala na ukojenie, a wody geotermalne relaksują i działają prozdrowotnie. Tak, Atlantyda istnieje!



















































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz