Dzisiejsza data dla Portugalczyków jest szczególnie ważna. Obchodzą dziś swoje święto narodowe związane z rocznicą śmierci Luisa Vaz de Camoesa, wybitnego portugalskiego poety renesansowego.
Portugalczycy celebruję święto nic nie robiąc. Snują się tylko po sennych uliczkach, lub przesiadują w knajpkach.
Ta ostatnia udekorowana na okoliczność najbliższych Świąt: Antoniego, Jana i Piotra. Święta te stanowią triduum. W uroczystość św. Piotra odbywa się tu konna kawalkada.
Najważniejszym punktem dzisiejszego dnia było odwiedzenie plantacji herbaty i muzeum, w którym pokazano sposób przetwarzania liści herbacianych. Była również degustacja i oczywiście zakupy.
Śniadanie hotelowe dziś self services, ale za to w foliowych rękawiczkach. Jako, że hotel nad samym morzem, rano obserwowalismy zmagania surferów.
Następnie udaliśmy się na Ponta do Forte, aby obejrzeć panoramę miasta i wybrzeże.
Potem zjechaliśmy do centrum Ribeira Grande, gdzie podziwialiśmy Igreja NS de Estrela (MB Niebiańskiej) z XVI w, do którego prowadziły szerokie schody (kościół niestety zamknięty) , oraz równie stary ratusz z ciekawym przejściem oraz oknem w stylu manuelinskim. Obok przepływał wartko potok (po portugalsku ribeira).
Obok kościoła dojrzelismy ciekawe kamieniczki.
Po odwiedzeniu Ribeira Grande (wielki potok) , przyszedł czas na Riberinha (potoczek). Tu raczyliśmy się widokami na Ponta do Cintrao, na którym znajduje się parol, czyli latarnia morska.
W samej miejscowości Riberinha urzekl nas kościółek z wykonanym z azulejos wizerunkiem Dobry Pasterza.
Potem pojechaliśmy w góry odwiedzając najpierw Cascsta do Cabrito (wodospad kozi), pod którym co niektórzy zażywali kąpieli. Oglądnęliśmy wodospad od dołu i od góry (wspinając się z mozolem). W pobliżu istnieje ponad stuletnia elektrownia wodna zasilana wodą płynąca z góry olbrzymią rurą.
Następnie na Miradouro de Bela Vista podziwialismy widok na Ribeira Grande. W z najbliższej okolicy dobiegał szum pary wodnej z urządzeń geotermicznych.
Kolejnym etapem było Miradouro Lagoa do Fugo, ale mgła uniemożliwiła widoki.
Siłą rzeczy udało się sfotografować tablicę informacyjną.
A tak kaldera i jezioro wygląda w pełnej krasie (foto dzięki uprzejmości K. Wołczkiewicz).
Zdecydowaliśmy się na karkołomne, bo ok. 300 m zejście w dół kaldery. Tam nastąpiło częściowe rozstąpienie się mgły i mogliśmy zobaczyć fragment jeziora.
Dodatkowym elementem, który rekompensował niekorzystne warunki meteorologiczne, był krzyk mew i śpiew innych ptaków we mgle. Niestety zaplanowane widoki z Miradouro da Barrosa nie odbyły się - mgła.
Pojechaliśmy dość karkołomna drogą zobaczyć wodospad Lombadas. Niestety nie zobaczyliśmy go (mgła) za to poznaliśmy mglisty, surowy interior wyspy.
A wszystko to w Cha Gorreana (cha to po portugalsku herbata)
Na zakończenie dnia jeszcze wizyta na Miradouro de Santa Iria, gdzie podziwialiśmy klify,
Tuż przed Furnas pięknie prezentowało się pole golfowe.
Po pysznej kolacji w hotelowej restauracji (hotel znajduje się przy samych ogrodach z basenami termalnymi), udaliśmy się, ubrani w szlafroki do tychże ogrodów, by zakosztować spa by night. Ciepła woda przyniosła niesamowite odprężenie po trudach dnia.









































































Ta mgła też ma swój urok :-)
OdpowiedzUsuń