czwartek, 10 czerwca 2021

Ribeira Grande i plantacja herbaty

Dzisiejsza data dla Portugalczyków jest szczególnie ważna. Obchodzą dziś swoje święto narodowe związane z rocznicą śmierci Luisa Vaz de Camoesa, wybitnego portugalskiego poety renesansowego.



Camoesa miał ciężkie życie, wiele lat był na wygnaniu, został ciężko ranny tracąc oko, stąd też jego poezja jest raczej przygnębiająca. Camoes zmarł w zapomnieniu. Dziś w Portugalii jest gloryfikowany, a w Polsce mało znany. 
Portugalczycy celebruję święto nic nie robiąc. Snują się tylko po sennych uliczkach, lub przesiadują w knajpkach. 
Śniadanie hotelowe dziś self services, ale za to w foliowych rękawiczkach. Jako, że hotel nad samym morzem, rano obserwowalismy zmagania surferów. 







Następnie udaliśmy się na Ponta do Forte, aby obejrzeć panoramę miasta i wybrzeże. 


Potem zjechaliśmy do centrum Ribeira Grande, gdzie podziwialiśmy Igreja NS de Estrela (MB Niebiańskiej) z XVI w, do którego prowadziły szerokie schody (kościół niestety zamknięty) , oraz równie stary ratusz z ciekawym przejściem oraz oknem w stylu manuelinskim. Obok przepływał wartko potok (po portugalsku ribeira). 





Obok kościoła dojrzelismy ciekawe kamieniczki. 



Ta ostatnia udekorowana na okoliczność najbliższych Świąt: Antoniego, Jana i Piotra. Święta te stanowią triduum. W uroczystość św. Piotra odbywa się tu konna kawalkada. 
Po odwiedzeniu Ribeira Grande (wielki potok) , przyszedł czas na Riberinha (potoczek). Tu raczyliśmy się widokami na Ponta do Cintrao, na którym znajduje się parol, czyli latarnia morska.



W samej miejscowości Riberinha urzekl nas kościółek z wykonanym z azulejos wizerunkiem Dobry Pasterza.




Potem pojechaliśmy w góry odwiedzając najpierw Cascsta do Cabrito (wodospad kozi), pod którym co niektórzy zażywali kąpieli. Oglądnęliśmy wodospad od dołu i od góry (wspinając się z mozolem). W pobliżu istnieje ponad stuletnia elektrownia wodna zasilana wodą płynąca z góry olbrzymią rurą. 











Następnie na Miradouro de Bela Vista podziwialismy widok na Ribeira Grande. W z najbliższej okolicy dobiegał szum pary wodnej z urządzeń geotermicznych. 



Kolejnym etapem było Miradouro Lagoa do Fugo, ale mgła uniemożliwiła widoki. 

Siłą  rzeczy udało się sfotografować tablicę informacyjną. 

A tak kaldera i jezioro wygląda w pełnej krasie (foto dzięki uprzejmości K. Wołczkiewicz). 

Zdecydowaliśmy się na karkołomne, bo ok. 300 m zejście w dół kaldery. Tam nastąpiło  częściowe rozstąpienie się mgły i mogliśmy zobaczyć fragment jeziora. 







Dodatkowym elementem, który rekompensował niekorzystne warunki meteorologiczne, był krzyk mew i śpiew innych ptaków we mgle. Niestety zaplanowane widoki z Miradouro da Barrosa nie odbyły się - mgła. 


Pojechaliśmy dość karkołomna drogą zobaczyć wodospad Lombadas. Niestety nie zobaczyliśmy go (mgła) za to poznaliśmy mglisty, surowy interior wyspy. 






Najważniejszym punktem dzisiejszego dnia było odwiedzenie plantacji herbaty i muzeum, w którym pokazano sposób przetwarzania liści herbacianych. Była również degustacja i oczywiście zakupy. 
A wszystko to w Cha Gorreana (cha to po portugalsku herbata) 













Na zakończenie dnia jeszcze wizyta na Miradouro de Santa Iria, gdzie podziwialiśmy klify,



po czym udaliśmy się do Furnas, które niestety powitało nas mzawkowym prysznicem. Rekompensatą byly jak zwykle hortensje, które były w pełnym rozkwicie.
 


Tuż przed Furnas pięknie prezentowało się pole golfowe. 



Po pysznej kolacji w hotelowej restauracji (hotel znajduje się przy samych ogrodach z basenami termalnymi), udaliśmy się, ubrani w szlafroki do tychże ogrodów, by zakosztować spa by night. Ciepła woda przyniosła niesamowite odprężenie po trudach dnia. 
 









1 komentarz:

Lizbona na leniwo i powrót

Przyszedł ostatni dzień naszej podróży. Dziś nie planowalismy jakiegoś konkretnego zwiedzania. Po prostu dziś chcieliśmy się powłóczyć po Li...