Jako, że przybyło się do kurortu, trzeba było wyluzować. Już rano skorzystaliśmy z wód geotermalnych w postaci jaccuzi i basenu z żółta wodą.
Potem przechadzaliśmy się po rozległym ogrodzie botanicznym upajając się bogactwem, różnorodnością i kompozycja roślin.
Różne kolory kamelii
Aleja milorzebowa
Araukarie
Altana zwana cukierniczką
Błogie relaksowanie się zeszło do południa. Potem udaliśmy się w okolicę. Podziwialiśmy pobliskie fumarole w Recinto das Caldeira. Fumarole różniły się między sobą wielkością, ale i kolorem. W powietrzu unosiły się opary i wyczuwało się zapach siarki. W jednym z fumaroli gotowano zapakowane w workach typowe jedzenie: cozido das Furnas. Jest to zwykle mięso z warzywami owinięte w liście kapusty. Po czasie gotowania (kilka godzin) , worki z cozido wyciąga się z wrzącego fumarola za pomocą długich kiji. Podobno potrawa jest przesiąknięta siarką.
Następnie wspielismy się na brzegi kaldery, w której położone jest Furnas, by podziwiać Lagoa do Furnas, samo miasteczko i okolice. Dziś pogoda pozwalała na dalekie widoki. Najpierw oglądaliśmy
widoki z Pico do Ferro,
a następnie z Miradouro Salto do Cavalos, gdzie panorama była rozleglejsza (800 m npm). Można tu obserwować dwa oceany: Atlantyckim od południa i... Atlantyckie od północy. Na południowym widnokręgu czasami (gdy idzie na deszcz) można dostrzec kolejną z wysp Santa Maria. Nam jedak nie udało jej się dostrzec. Może i dobrze, po co ma padać. Przed nami jeszcze wiele punktów do zobaczenia.








































Terra Nostra - wiedziałam, że Wam się spodoba!
OdpowiedzUsuń