piątek, 11 czerwca 2021

Furnas - czas relaksu.

Jako, że przybyło się do kurortu, trzeba było wyluzować. Już rano skorzystaliśmy z wód geotermalnych w postaci jaccuzi i basenu z żółta wodą.












Potem przechadzaliśmy się po rozległym ogrodzie botanicznym upajając się bogactwem, różnorodnością i kompozycja roślin.









 Różne kolory kamelii
Aleja milorzebowa

Araukarie

Altana zwana cukierniczką 





Błogie relaksowanie się zeszło do południa. Potem udaliśmy się w okolicę. Podziwialiśmy pobliskie fumarole w Recinto das Caldeira. Fumarole różniły się między sobą wielkością, ale i kolorem. W powietrzu unosiły się opary i wyczuwało się zapach siarki. W jednym z fumaroli gotowano zapakowane w workach typowe jedzenie: cozido das Furnas. Jest to zwykle mięso z warzywami owinięte w liście kapusty. Po czasie gotowania (kilka godzin) , worki z cozido wyciąga się z wrzącego fumarola za pomocą długich kiji. Podobno potrawa jest przesiąknięta siarką.






Następnie wspielismy się na brzegi kaldery, w której położone jest Furnas, by podziwiać Lagoa do Furnas, samo miasteczko i okolice. Dziś pogoda pozwalała na dalekie widoki. Najpierw oglądaliśmy 
widoki z Pico do Ferro, 



a następnie z Miradouro Salto do Cavalos, gdzie panorama była rozleglejsza (800 m npm). Można tu obserwować dwa oceany: Atlantyckim od południa i... Atlantyckie od północy. Na południowym widnokręgu czasami (gdy idzie na deszcz) można dostrzec kolejną z wysp Santa Maria. Nam jedak nie udało jej się dostrzec. Może i dobrze, po co ma padać. Przed nami jeszcze wiele punktów do zobaczenia. 








1 komentarz:

Lizbona na leniwo i powrót

Przyszedł ostatni dzień naszej podróży. Dziś nie planowalismy jakiegoś konkretnego zwiedzania. Po prostu dziś chcieliśmy się powłóczyć po Li...